O czym mowa?
Savon Noir to czarne marokańskie mydło wyprodukowane z miażdżonych oliwek i wody. Jego zadanie to rozpuszczenie obumarłego naskórka, głębokie oczyszczenie i detoksykacja, nawilżenie oraz zwężenie rozszerzonych porów. Jak dowiadujemy się z ulotki: "Stosowane od wieków w Hammamach i łaźniach tureckich, a teraz przez miliony ludzi na całym świecie do codziennego mycia i maseczek wykonywanych w zaciszu domowego SPA."
Firma L'Orient (dostępne w Mydlarni u Franciszka) proponuje nam trzy rodzaju tego kosmetyku: Neroli, Rose de Damas i Eucalyptus. Sama przetestowałam na sobie dwa pierwsze. Do gustu przypadło mi bardziej mydło Neroli, chociaż to z różą damasceńską kusi zdecydowanie ładniejszym zapachem.
Jeżeli mam być szczera, konsystencją kosmetyk przypomina brązowego gluta o intensywnym zapachu. A która z nas chce się smarować czymś takim, nawet za cenę pięknego wyglądu, z własnej woli? Ja nie chciałam, ale przekonała mnie mama. Teraz nie żałuję, bo uwielbiam to mydło!
Do zapachu szybko się przyzwyczaiłam, konsystencja nigdy mnie nie odrzucała, powiem więcej, dzięki niej łatwiej aplikować kosmetyk na całej twarzy.
Użycie:
Zwykle po zmyciu makijażu nakładam niewielką ilość Neroli na dwa palce i na lekko wilgotnej twarzy rozprowadzam maź. Kilka szybkich, okrężnych ruchów i gotowe - mydło można już zmywać! I tu kolejna niespodzianka (a w dodatku świetna pomoc) - dobrze zmyty kosmetyk zostawia uczucie niezwykle czystej skóry, która pod palcami aż "skrzypi". Dłoń nie przesuwa się gładko po twarzy, ale to tylko dowód na dobrze zmyty kosmetyk i jego wspaniałe działanie oczyszczające. Po użyciu wystarczy wklepać krem i już możemy czuć się piękne! :)
Na co warto zwracać uwagę?
Przede wszystkim ważna jest konsystencja. Często spotykam się z produktem najprawdopodobniej rozcieńczanym wodą. Łatwo to poznać, ponieważ mydło powinno z trudem przemieszczać się w opakowaniu (warto odkręcić pojemniczek, żeby było to lepiej widoczne). Jeżeli mydło przelewa nam się w opakowaniu niczym woda, najprawdopodobniej zostało rozcieńczone. A po co wyrzucać pieniądze w błoto za mniejszą ilość kosmetyku? Samo mydło kosztuje ok 28zł/100g, więc do najtańszych nie należy. Jest ono jednak bardzo wydajne i wystarcza na długi okres stosowania codziennego.
I druga sprawa, na którą warto zwracać uwagę, to zapach. Wiadomo, im mocniejszy zapach, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że kosmetyk jest rozrzedzony.
Jeżeli chodzi o kolor, to spotkałam się zarówno z jasnym odcieniem bursztynowym, jak i niemal czarnym. Nie zauważyłam jednak żadnej różnicy w produkcie, więc wydaje mi się, że akurat barwą nie musimy się tak bardzo przejmować.
Próbowałam tego mydła tylko z dwóch firm. Zdecydowanie do gustu bardziej przypadło mi to z L'Orient, bo jest łagodniejsze w działaniu. Być może przy mniej wrażliwej skórze tamto byłoby równie fajne. W przyszłości pewnie wypróbuję kolejne firmy, ale póki co pozostaję wierna tej jednej.
PS: Jeszcze nie stosowałam tego mydła na całe ciało, ale na razie nie czuję takiej potrzeby, gdyż wtedy na pewno zużywałabym go dużo więcej. Gorąco namawiam jednak do wypróbowania w celu oczyszczenia twarzy - dla mojej wrażliwej cery jest on niezastąpiony i świetnie zmywa resztki makijażu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz